15:02 | Posted in , ,
Po wyladowaniu w poblizu Old Quarter weszlismy do pierwszego lepszego hotelu, ktory okazal sie calkiem spoko. Po strasznie meczacej podrozy i braku snu potrzebowalismy troche wiecej luksusu. Duze lozka, lazienka w pokoju, czysto, schludnie, klimatyzacja, itd. 12$ za dobe za 2 osoby jakos nas nie odstraszyly i od razu postanowilismy zostac.



Po dlugo wyczekiwanej kapieli, udalismy sie na zarelko a pozniej na spokojny spacer wokol jeziora Hoan Kiem (w samym centrum miasta). W shuttle busie z lotniska poznalismy Niemca (trudno sie mowi ;) ) i wieczorem postanowilismy udac sie z nim na jakies piwka. Znalezlismy dosc przyjemne miejsce z piwem (0,25l) za ok 60groszy. Pilismy bardzo szybko, bardzo duzo i zaplacilismy za 5 osob w sumie jakies 15zl ;) "Bary" z tanim piwem znajduja sie na...ulicy. Jest to lokalne piwo produkowane bez zadnych konserwantow. Lekkie i bardzo dobre!


Dalismy jeszcze rade (nie wszyscy ;) ) obejrzec spektakl wodnego teatru marionetek. 45min show do konca ktorego nie kazdy dal rade dotrwac. Wietnamska cepelia. Totalnie bez sensu, ale przyjemne :)

Samo Hanoi nas powala. To miasto zyje non stop! Jednoczesnie mimo swojej wielkosci w ogole nie przytlacza. Ciagle klaksony, olbrzymi ruch na ulicach a mimo wszystko duzo gorzej czulem sie w Kuala Lumpur. Tutaj wszystko rozgrywa sie na ulicy. Na samym poczatku lekko wystraszeni poszlismy zjesc w knajpie polecanej przez Lonely Planet. Jednak juz wieczorem zaczelismy nasze posilki na ulicy. Na pierwszy rzut poszla zupa Pho Bo czyli rosolek, noodle, zielenina, wolowina i malutkie pierozki - pyszny i tanie. Same posilki spozywa sie na mini stoleczkach z mini stolikami. Wygladamy na nich komicznie i tak tez sie czujemy.

Ogolnie stalismy sie lokalna atrakcja. Razem z Klim Pao mamy 4metry zeby Wietnamczycy mieli 4 metry trzeby bylo ich 4 ;) Ludzie (dziewczeta? ;) ) patrza sie na nas, smieja sie. Odwazniejsi chlopcy probuja sie przymierzyc do nas i czesto ich czubek glowy znajduje sie gdzies miedzy naszym pepkiem a klatka piersiowa :)



Znakomita wiekszosc Wietnamczykow jest strasznie mila, czasami zdarza sie jakis niemily babsztyl na stoisku z owocami, ale wtedy olewamy ich po prostu.



Ostatnie dni wykonczyly nas fizycznie. W zasadzie tylko Szon Dao wytrzymala trudy bez uszczerbku na zdrowiu ;) Klim Pao i ja ledwo dajemy rade z naszymi nogami a Gong Pa dostala deska po plecach ;) (nic sie nie stalo!)

Zaraz ciag dalszy. pozdro.
��

Comments

0 responses to "Hanoi (14.03.2010)"