Miedzy Hue a Danang lezy legendarna Droga Mandarynow, ktora postanowilismy pokonac nie pociagiem, nie autobusem a prywatnym vanem. Dzien wczesniej umowilismy sie na taka podroz w Cafe On Thu Wheels. Dawalo nam to mozliwosc zatrzymywania sie w kilku ciekawych miejscach.

Wycieczke rozpoczelismy od kapieli w wodospadzie na terenie parku narodowego Bach Ma (cudowne uczucie w 30-stopniowym upale!). Pozniej nasza droga wiodla przelecza Phu Gia ku lagunie Lap An otoczona pieknymi gorami i jeziorami. W oddali zobaczylismy plaze Lang Co - podobno najladniejsza plaza w Wietnamie.



Nastepnie zamiast wjezdzac w tunel (dlugosc 7km) ruszylismy ku przeleczy Hai Van, gdzie na wysokosci 496mnpm znajduja sie stare francuskie porty. Piekny widok, okropny upal, kilka zdjec i juz kierowalismy sie do Danang.



W Danang zajechalismy na stacje kolejowa gdzie spotkal nas wielki zawod - biletow na 26 marca w pociagach nie ma (tylko siedzace - drewniane lawki + 11h podrozy = nie dziekuje). Postanowilismy poszukac autobusu w Hoi An.

Przed Hoi An zanurzylismy nasze obolale stopy w piaskach Chinskiej Plazy (bardzo ladna!) i uderzylismy na Gory Marmurowe - 5 wapiennych i marmurowych wzgorz z licznymi grotami i pagodami. Kolejne 150 schodow, godzinka szwedania sie i po godzinie jazdy vanem dotarlismy do celu.



Za namowa poznanego w Hanoi Niemca (spotkalismy go wczoraj znowu w Hue!!) dzisiaj nocujemy w Grassland Hotel - sniadanie, basen i najladniejsze pokoje z calej wyprawy!

Comments

0 responses to "W drodze do Hoi An (24.03.2010)"