To trasa jaka przemierzylismy dzisiaj w ciagu 5 godzin. Najpierw jeepem jakies 20 min i potem spacer caly czas dolina az do bambusowego lasu, gdzie trzeba bylo sie troche powspinac, obok wodospadu i przez bambusowy most odebrani przez jeepa wrocilismy do Sapy. Oprowadzala nas Trang - 24letnia Wietnamka.
Spacer przez wioski to przede wszystkim podpatrywanie z bliska jak zyja tutejsze mniejszosci min Czarnych Hmongow. Odwiedzilismy pare szkol, obejrzelismy tance w wykonaniu 6/10latkow, przeszlismy tarasami ryzowymi, zjedlismy lunch w jednym z miejscowych domow tzn home stay, gdzie podczas dluzszych niz jednodniowe trekkingow mozna nawet spedzic noc.
Dopisala pogoda wiec bylo na co popatrzec. Przyroda - przepiekny gorski krajobraz poprzecinany tarasami ryzowymi, bambusowym lasem - zrobil na nas duze wrazenie !!
Szkoda tylko, ze jest bardziej szarozielono, czerwono i brunatnie niz soczyscie zielono - mniejscowi narzekaja na susze i opozniajace sie deszcze.
Przez najciezsza czesc drogi towarzyszyly nam kobiety z Czarnych Hmongow i oczywiscie na koncu nie obylo sie bez zakupow. Znowu wiec niektorzy z nas stali sie szczesliwymi posiadaczami zbednych suvenirow ;)
Po powrocie zakupilismy bilety na powrot do Hanoi - jutro czyli w pt o 18:45 musimy byc z powrotem w Lao Chai.
Plan na jutro bez zmian: wypozyczenie motorow i dalsze zwiedzanie okolicy.
Dopisek kulinarny:
Jedzenie w Sapa raczej europejskie (niestety). My jedlismy przy glownej ulicy np. w Fansipan i dwoch wczesniejszych knajpach w dol miasta. Smacznie. Polecamy. Ale jesli ktos ma ochote na jedzenie lokalne to zapraszamy do wietnamskich jadlodajni tuz obok Informacji Turystycznej - roznica w cenie to jakies 200tys (4osobowy lunch). A lokalni ludzie bardzo chetnie dziela sie swoim jedzeniem ;)
1 Response to "SAPA (18.03.2010)"
No widze znajome wietnamskie twarze ;) szkoda tylko ze nie jest tak zielono jak bylo tam w czerwcu! Udanego bajkowania jutro... Aga